• Wpisów: 2
  • Średnio co: 2 lata
  • Ostatni wpis: 7 dni temu, 14:17
  • Licznik odwiedzin: 1 063 / 2352 dni
 
sylwia12900
 
Pewnego pochmurnego dnia postanowiłam wybrać się z moją przyjaciółką, starszym bratem i kolega na wycieczkę do innego miasta. Było tam wiele wspaniałych atrakcji a my, jak zawsze ciekawi, chcieliśmy z każdej skorzystać. Siedząc w kawiarni i sącząc ciepła kawę dla rozbudzenia, natknęliśmy się w gazecie na pewien artykuł zawierający informacje na temat opuszczonego szpitala psychiatrycznego, który dzisiejszego wieczoru miał zostać zburzony. Wiele legend na temat owego szpitala krążyło wśród mieszkańców. Strach zaglądał w oczy każdemu, kto miał wypowiadać się na jego temat. Lecz nam to nie przeszkadzało i stwierdziliśmy, że będzie to wspaniała zabawa, a więc udaliśmy się w owe miejsce. Położone było w samym środku ciemnego lasu z dala od cywilizacji. Droga którą jechaliśmy była sucha i jałowa, po której widać było jak dawno ktokolwiek tamtędy przechodził.
Gdy dotarliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się wielki budynek, który miał kilkanaście pięter. Widać było że czas nie obszedł się z nim starannie, aczkolwiek wszystkie okna były szczelnie zamknięte. Jedyna rzeczą która pozostawała otwarta- były główne drzwi. Stwierdziliśmy że nie ma czego się bać więc weszliśmy do środka lecz nasza uwagę przykuło coś ciekawego. Otóż na owych drzwiach widniała kartka uprzedzająca śmiałków którzy chcieli tam wejść. Ostrzegała o zagrożeniach j zmorach czyhających w różnych zakątkach opuszczonego budynku. Była tam także instrukcja której nie byliśmy w stanie pojąć. Wyglądała niczym zasady gry w której życie gracza zależało jedynie od jego szczęścia. Zabrałam instrukcje że sobą. Czułam niesamowity lęk wchodząc do tego opuszczonego miejsca lecz ciekawość wygrała. TO BYŁ BŁĄD. Nagle ni stąd, ni zowąd pojawiłam się na środku wyremontowanego korytarza gdzie nie było zupełnie nic. Kafelki lśniły czystością, biel oślepiała moje oczy.
Coś było nie tak, bo w końcu jakim cudem przeniosłam się do takiego miejsca? Nie wiedziałam o co chodzi, odwracalna się na boki w chaosie aż zorientowałam się iż jestem całkowicie sama. Gdzie się wszyscy podziali? Usłyszałam pukanie po którym odruchowo zaczęłam się rozglądać. Przede mną były jedyne drzwi w tym pomieszczeniu ale na pewno nie prowadziły one do wyjścia. Spojrzałam na instrukcje w której było napisane: Aby rozpocząć grę kieruj się głównymi drzwiami. Następnie po przejściu przez nie oraz zamknięciu podążaj za swoją intuicja i otwieraj kolejne. A więc ruszyłam. Otworzyłam drzwi ze strachem i nagle znajdowałam się w przed pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i rozejrzałam się. Nic tam nie było prócz lampy świecącej jasnym blaskiem i 3 innych drzwi. Wybór należał do mnie a więc wybrałam te które znajdowały się po mojej prawej stronie.
. Przeszłam. Znowu to samo. A więc po raz kolejny.. i znowu.. jeszcze raz.. Błądziłam tak nieustannie do pewnego momentu w którym znalazłam się na dłuższym korytarzu ze schodami. W instrukcji napisane było: Schody prowadzące do nieba czy do piekła? Uważaj która strona podążasz, bądź rozważny i skupiony. Prowadzą bowiem one na różne wysokości, od których zależy to jak szybko wydostaniesz się z tego miejsca. Postanowiłam iść na górę lecz zamiast pierwszego piętra było napisane że jest to 5. Jakim cudem? Przeniosłam się czy jak? Drogi powrotnej już nie było lecz kolejne drzwi przez które musiałam przejść. Bawiąc się w tą samą zagadkę, nagle przeszłam przed pewne drzwi i znalazłam się w zupełnie innym miejscu. Wyglądała jak jedna z największych garderób jakie w życiu widziałam. Pełna drogich ubrań, butów oraz kosmetyków. Dziwna auta unosząca się w powietrzu nie dawała mi spokoju.
Zszokowana rozglądałam się do okola. Nagle usłyszałam tajemniczy głos: Możesz mieć to wszystko.. Wystarczy że dotkniesz danej rzeczy a będzie twoja.. Nie wiedziałam co mam zrobić a od nie przestawał mówić: Wiem że nigdy nie miałaś czegoś takiego, mogę dać ci wszystko czego pragniesz a w zamian zostaniesz tu na wieki.. Nie chciałam, co to ma być? Jakąś pułapka? Otumaniona zaczęłam uciekać, czułam że coś mnie goni. Z wielką siłą pociągnęłam za klamkę drzwi którymi tutaj weszłam i wybiegłam niczym poparzona. Zamykając drzwi zobaczyłam zjawę która chciała mnie dopaść. To było niczym horror. Łzy nadleciały mi do oczu a moje nogi były jak z waty. Spojrzałam na instrukcje: W niektórych pomieszczeniach wciąż kryją się istoty nieznane temu światu. Musisz uważać albowiem każda z nich symbolizuje zła rzecz. Demony zamieszkujące pokoje pragną duszy zamkniętej na wieki. Musisz jak najszybciej wydostać się z pokoju i nie dać się skusić ich mrocznej mocy. Lecz lękaj się najgorszych
Unikaj drzwi które zamknięte są na kłódkę albowiem uwięzione tam istoty są jednymi z najgroźniejszych. Cóż.. nie było to miłe pocieszenie lecz wiedziałam że muszę iść dalej jeśli chce się w ogóle wydostać. Minęło trochę czasu a ja znowu natknęłam się na schody oraz.. na okno. Spojrzałam w dół. Jaki cudem znalazłam się ponad chmurami? Co to za sztuczki? Jak mam się wydostać skoro nawet nie mogę wyjść przez głupie okno? W instrukcji było: Okno to jedyne wyjście lecz od twego szczęścia zależy na którym piętrze się znajdziesz. Jeśli skoczysz z nie odpowiedniego miejsca możesz umrzeć. Wszystko zależy od szczęścia które w sobie posiadasz. Możesz znajdować się na 2 piętrze i skacząc umrzeć, a będąc na 4 zeskoczyć lekko i wylądować na ziemi. O CO TU CHODZI?? MOJE SZCZĘŚCIE?? Jakim cudem mam wiedzieć czy dobrze robię skoro to wszystko zależy od czystego przypadku. Nie poddam się! Idę dalej musi być jakieś inne wyjście. Po kolejnych przejściach przez drzwi znowu natknęłam się na iluzje. Tym razem byłam na sali porodowej. Widziałam jak żona mojego drugiego brata rodzi ..
Dziecko urodziło się zdrowe lecz zaczęło patrzeć się na mnie tak samo jak on i ona.. Ich twarze zmieniały się w okropny uśmiech mówiąc: to wszystko twoja wina, nie poświęcasz nam swojego czasu jesteś najgorsza osoba na świecie która powinna zginąć. Nie zasługujesz na bycie wśród żywych. Oniemiałam. Mój brat mówiący coś takiego? Wiedziałam że lepszy kontakt miałam zawsze z drugim ale to nie oznaczało żeby życzył mi śmierci.. stałam jak wryta a oni zbliżali się do mnie. Czułam strach, ból i nienawiść swoich najbliższych którzy pragną mojej krwi. Nagle znowu kolejny głos.. Nie byłaś dobra siostra teraz każdy Cię nienawidzi, zostań a odkupisz swoje błędy przeszłości. NIE! Odwróciłam się i biegłam w stronę drzwi. Gonili mnie. Uciekałam jak najprędzej, zdarzyłam zamknąć drzwi i się wydostać. Kolejny demon który wykorzystuje moje słabości.. Ocknęłam się i ruszyłam dalej. W pewnym momencie natknęłam się na drzwi z kłódka. Były otwarte.
Jakim cudem? W instrukcji było napisane że powinny być zapieczętowane.. Gapiłam się na kłódkę przez dłuższy czas aż nagle coś zaczęło się ruszać. Stałam jak murowana do tej pory nic nie wychodziło z żadnego pomieszczenia.. moim oczom ukazały się pazury czarne niczym smoła a odór był nie do zniesienia. Czarna postać wychylała się co raz bardziej sycząc i wydając piskliwe przypominające śmiech dźwięki. Zaczęłam uciekać. To coś mnie goniło! Wiedziałam że ucieczka przez kolejne drzwi nie ma sensu. To coś poruszało się z zawrotną prędkością j nie miało swojego stanu bytu w danym miejscu. Wiedziałam że zaraz mogę stracić życie. Nagle. Jest! Okno! Ale zaraz które to piętro?? A co jeśli zginę? Zawahałam się ale nie mogę mieć dużej czasu bo mnie dopadnie demon. Co robić..
Nie mama wyboru j muszę skoczyć! Tak czy siak mogę umrzeć więc warto zaryzykować i uwierzyć w chodź o drobinę mojego szczęścia! Skoczyłam.. i nagle.. Znalazłam się na ziemi jak gdyby nigdy nic. Ocknęłam się i rozejrzałam w okol. Stali tam moi najbliżsi którzy mówili mi gdzie ja to się podziewałam że nie było mnie 15 minut? Jakim cudem? Przecież Błądziłam co najmniej cały dzień. Nie mogłam dojść do siebie.. Na moja opowieść zareagowali wybuchem śmiechu lecz mi nie było tak wesoło.. Po chwili przyjechała policja która poinformowała nas o zbliżającej się detonacji budynku i abyśmy odsunęli się na
bezpieczna odległość. Ładunek został podłożony. Zakryłam uszy żeby uniknąć głośnego wybuchu, lecz po eksplozji nie widziałam góry gruzu opadająca na ziemie ale .. pióra. Białe puszyste pióra które rozniosły się na wszystkie strony. Powiedziałam to mojej przyjaciółce a ona stwierdziła że uderzyłam się w głowę bo ona widzi zwykle ruiny budynku.. Byłam w szoku.. za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Wsiadłam wcześniej niż wszyscy do auta, czułam że muszę się odwrócić w kierunku lasu. Nie wiedziałam o co chodzi ale jakaś tajemnicza siła skłoniła mnie do tego ruchu. Moim oczom w odmętach ciemności ukazały się zjawy które widziałam. Przystawiły palec do ust wydając z siebie głos "shhh...." Po czym zniknęły w ciemnym lesie. Auto ruszyło a ja nie byłam w stanie trzeźwo myśleć. To była historia warta zapamiętania.

Nie możesz dodać komentarza.